wtorek, 24 kwietnia 2012

Lazania idealna

Lazania jest zdradliwa. Niby prosta, niby banalna, ale za pierwszymi paroma razami wychodzi nie tak. Albo się przypieka od dołu, albo nie dopieka z góry, albo na makaronie można zęby połamać. Wymaga cierpliwości, ta lazania. Oraz paru tricków, które sprawiają, że moja wersja doczekała się strony fanowskiej na fb. Ale po kolei - co trzeba zrobić, by uzyskać lazanię idealną? Po pierwsze trzeba mieć czas. Po drugie, nie należy się bać. Mówię z doświadczenia - jak się człowiek boi zrobić jakieś danie, to na bank mu nie wyjdzie. Ja tak mam z babkami na święto wiosenne - zawsze mi wychodzi zakalec, albo się cholera rozsypuje po wyjęciu z formy, albo co tam jeszcze. Więc - bez strachu. To tylko mięso, pomidorowy sos i makaron. Nic strasznego. 
Po trzecie - trzeba znać kilka tricków. A tymi właśnie zamierzam się z Wami podzielić. Tylko bardzo proszę - trzymajcie się przepisu. Jak napisane, że masło, to masło, nie margaryna. Jak mięso mielone mieszane, to mieszane (po przepisie jeszcze przypis do tego). Łapiecie regułę? To do roboty.

Lazania idealna klasyczna
dla czterech osób

500 g mięsa  mielonego wieprzowo-wołowego
jedna porcja sosu pomidorowego
olej
sól, pieprz

suchy makaron na lazanię

pół litra zimnego (z lodówki) mleka
25 g masła
2 czubate łyżki mąki
sól, pieprz, świeżo starta gałka muszkatałowa
2 łyżki sosu pomidorowego (tego, co wyżej)

świeżo starty żółty ser (dowolny)

hadrware - naczynie żaroodporne, garnek lub rondel z grubym dnem do beszamelu (najlepiej garnek z dzióbkiem)
przydatne akcesoria - szczypce kuchenne, trzepaczka (miotła, albo płaska)

Sekret w szybkim robieniu lazanii jest taki, że robisz wszystko jednocześnie, zajmując całą kuchenkę garnkami. Jak nie czujesz się na siłach, by uskuteczniać kuchenny multitasking, rób sobie po kolei, w kolejności, którą podałam.
Zapełnij duży garnek w 2/3 wodą i postaw na ogniu. Niech się gotuje.
Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy mięso, podsmażamy mieszając, by się nie przypaliło. Odlewamy wodę, jeśli jakaś się z mięsa wytrąciła (zasada jest prosta - im lepszej jakości mięso, tym mniej wody). Z sosu pomidorowego odlewamy dwie łyżki do szklanki/miseczki/czegokolwiek. Solimy i pieprzymy mięso, wlewamy pozostały sos pomidorowy, zostawiamy na małym ogniu. Szykujemy naczynie żaroodporne, ścieramy ser na tarce o drobnych oczkach.
Na małym gazie stawiamy garnek, wrzucamy weń masło. Jak się roztopi, dodajemy mąkę i chwilę mieszamy trzepaczką, aż zrobi nam się jasna zasmażka.  Powoli wlewamy zimne mleko (na początku zacznie nam się zbijać w ciasto, ale spokojnie, to faza przejściowa), cały czas mieszając trzepaczką. Mieszamy do skutku - to znaczy do momentu, aż zacznie nam beszamel gęstnieć. Kiedy będzie miał konsystencję gęstej śmietany, wyłączamy pod nim gaz i doprawiamy solą, pieprzem, gałką (tu ostrożnie) i dodajemy te pozostałe dwie łyżki sosu pomidorowego.
W przypadku multitaskingu mamy teraz zajęte trzy palniki - na jednym powoli bulgoce mięso, na drugim woda w dużym garze dochodzi do wrzenia, na trzecim robimy beszamel. Na czwarty palnik (niezapalony oczywiście) kładziemy naczynie żaroodporne, na dno którego wlewamy tak z pół łyżki wazowej beszamelu i rozprowadzamy go równomiernie.
Wyłączamy gaz pod mięsem.
Teraz przyszedł czas na makaron - tak, niestety, w przypadku suchego, nie świeżego, ciasta makaronowego, trzeba je podgotować. No nie ma innego wyjścia. Wierzcie mi, próbowałam. Dobra wiadomość jest taka, że wrzucamy makaron na dosłownie minutę, ma tylko stracić sztywność. Bardzo przydają się szczypce kuchenne do odławiania go z wody. To jedziemy:
Do gotującej się wody wsypujemy łyżeczkę soli i dajemy spory chlust oleju. Wrzucamy tyle płatów makaronu, ile na sucho mieści się na dnie naszego naczynia (u mnie trzy). Gotujemy chwilę, odławiamy, układamy na dnie naczynia. Wrzucamy następną porcję makaronu do wody, a na makaron w naczyniu wykładamy połowę mięsa z sosem pomidorowym, polewamy nieco beszamelem, posypujemy cienką warstwą sera. Odławiamy następne płaty makaronu, układamy na mięsie. Wrzucamy "wierzchnie" płaty makaronu do wody, w naczyniu układamy pozostałe mięso, polewamy beszamelem, posypujemy serem. Powinna nam zostać połowa beszamelu i tak 2/3 sera na koniec. Po podgotowaniu ostatniej warstwy makaronu i ułożeniu jej na mięsie, całość polewamy dokładnie pozostałym beszamelem i posypujemy serem. Dokładnie, to znaczy - należy całość wręcz utopić w beszamelu. To jeden z warunków koniecznych idealnej lazanii. Na wierzchu możemy położyć świeże listki bazylii. Całość wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 st. na 40 minut. Jeżeli zrobiliście wszystko jak trzeba, podgotowaliście makaron i utopiliście lazanię w beszamelu (ani kawałek makaronu ma nie wystawać!), to powinniście uzyskać danie rozpływające się w ustach. Smacznego :)


A teraz, jakby nie było dość mojej pisaniny, parę uwag. 

1. Można lazanię zrobić z dowolnego rodzaju mięsa mielonego (samo wieprzowe lub wołowe, z indyka, mieszane), ale z mojego doświadczenia wynika, że najlepsza wychodzi z dobrej jakości mięsa mieszanego. Można też go wziąć trochę więcej - koło 700-750 gram, zamiast 500. Może być Wam wtedy potrzebne więcej beszamelu - powiedzmy z 3/4 litra mleka, 35 g masła i trzech łyżek mąki. Jak jest więcej mięsa, wykarmicie po prostu więcej osób ;)

2. Beszamel zdjęty z ognia trzeba od czasu do czasu zamieszać, żeby się nie zrobił kożuch.

3. Ważny jest sos pomidorowy. Jak każde danie, które nie ma wielu składników, ważna jest ich jakość. Nic nie zastąpi domowego sosu pomidorowego. Będę się przy tym upierać.

4. Gotowej lazanii nie trzeba od razu wstawiać do piekarnika. Wystudzona spokojnie wytrzyma w lodówce dobę, ale nie zdziwcie się, jak się zapadnie pośrodku. 

5. Przepraszam, że nie ma zdjęcia. Za szybko zjedliśmy :D

Dziękuję tym, którzy dotrwali do końca notki ;)

2 komentarze:

Wirtualny Ogród Ewy G. pisze...

Technologię mam mprawie taką sama, ale ja nigdy nei gotuje płatów. Raz próbowała i to była masakra. Wszystko mi się posklejało. Poprostu robię sos beszamelowy z 1 l mleka niezyt gęsty. Makaron wchłonie sos i będzie odpowiedniej "miękkości" (co sprawdzam wbijając w lazanię widelec mniej więcej po 40 minutach pieczenia).
Polecam lazanię z warzyw (konfiguracje: szpinak, cukinia, fasolka szparagowa, brokuły)

Anonimowy pisze...

Ja tez nigdy nie podgotowuję makaronu ani nawet mięsa - wystarczy, ze się ugotuje w sosie pomidorowym podczas zapiekania. Lassagne wystarczy zalać ciepłym sosem pomidorowym i odstawić na ok 45 min.przed pieczeniem.